FABUŁA

☣-☣-☣ 
Przeżyliśmy Koniec Świata.
Właściwie przeżyliśmy 12 końców świata tak na dobrą sprawę.
 Jakiś czas temu niegdysiejsi przywódcy religijni zyskali wiedzę, która pozwoliła im otworzyć bramy Raju. Każdy z nich zaczął głosić inną doktrynę, poszerzając wpływy i zrzeszając naiwniaków o swoich poglądach. Aby potem w dzień (jesiennego) przesilenia, niespodziewanie wywołać koniec świata. Każdemu wedle gustu.
I odeszli wraz ze swoimi wyznawcami do stworzonego przez siebie wymiaru, w którym mogli rządzić swoimi głupimi owieczkami. Totalitarnego raju. Gdzie ich słowo stało się prawem. Karząc tytułować się Mistrzami Blasku. Ucząc ich swej wiary i ucząc ich lojalności względem siebie, doskonalili technologię, jakiej nigdy nie osiągnięto w naszym świecie.
Ci którzy nie dali się zwieść ich słowom, podążając jedynie za własnym rozumem i zdrowym rozsądkiem, zostali uznani za grzeszników i potępionych. Niegodnych stania na piedestale, wśród świętych. Oni nie dostali się nigdzie.
Zastali na zniszczonej przez kataklizmy Ziemi, próbując przeżyć kolejny dzień. A słońce następnego dnia wzeszło nad całkowicie inną planetą niż dotychczas. Z początku bardzo cicho. Ludzie, zwierzęta, a nawet rośliny długo chorowały nim ich organizmy zmutowały, dostosowując się do nowej, przeklętej rzeczywistości. Przedsionka Piekła.
Z podziemi wyszły istoty, które ukrywające się do tej pory przez setki lat, dostrzegły szansę na zdominowanie upadłego świata. Lepszej szansy niż ta, nie dostałyby nigdy.
Nikt już nigdzie nie mógł czuć się bezpiecznie. Nielicznym ocalałym ludziom z trudem udawało się żyć w tym Przedpieklu, okradając domostwa po Oświeconych i martwych. W końcu ani jednym, ani drugim żadna z tych rzeczy już się nie przyda. Mutanci zaś poznawali swoje nowe wytrzymalsze ciała i ich potrzeby.
Niebezpieczeństwo sięgało zenitu szczególnie w nocy. Gdy hordy szubrawców przeszukiwały zgliszcza. Znaleźli się nawet tacy, który woleli we dnie przeszukiwać miasta, zaś w nocy zaszywali się w lasach, modląc się by żadne zwierze nie ośmieliło się ich tknąć.
I tak oto po tym świcie, nastały kolejne...

DZIŚ

Minęło już trochę czasu od tamtych wydarzeń. Kilka, nie za długo żyjących pokoleń. Świat nadal nie pozbierał się z klęczek, choć powolutku ludzkość zaczyna odżywać. Dawna technologia przestała istnieć, a jej miejsce zaczęła zastępować nowoczesność Mistrzów Blasku, konsekwentnie wykradana przez Grabieżców. Funkcji tej nie mógł pełnić każdy. Ze zdolnościami parapsychicznymi trzeba było się urodzić, bądź je nabyć jeśli Gildia Grabieżców postanowiła cię przyjąć. Niewielu jednak wraca chociażby z pierwszej misji. Cenne pryzy i schematy pozwalają nam ochronić się i z wolna odbudowywać to co straciliśmy.
Jedno nie zmieniło się zupełnie - każdy radzi sobie jak może, na własną rękę. Nie ma przywódców tam gdzie nie istnieje polityka. Spora część mutantów wtopiła się w społeczeństwo, inni wynieśli się do okolicznych lasów żyjąc samotnie lub tworząc grupy obozowe. W miastach zaczął działać handel. Naszą walutą stały się kapsle, pieszczotliwie kapselki, chodź można spotkać się z wymianami przedmiotu na przedmiot lub prowiant. Na rynkach i bazarach można było znaleźć najróżniejsze zbędne bibeloty, jak i bardzo przydatną broń, paliwo, ubrania, medykamenty czy też jedzenie.
 Tylko nieliczni decydowali się na sklep, gdy ten mógł zostać splądrowany w jedną noc. Często byli to ci bogatsi, sprzedający pryzy i schematy zdobyte przez grabieżców. Ochraniali oni swój dobytek kosztem życia niewolników. Kupowanie ludzi i sprzedawanie stało się w tym świecie chlebem powszednim. Bezrobotni nie potrafiący się odnaleźć i bezdomni sami oddawali się w ręce swoich nowych panów zwanych Pasterzami.
Ze względu na zużycie zasobów, ludzie zaczęli uprawiać rolę roślin jadalnych, oraz wykorzystywać gruzy i pozostałości do remontów domów. A jak się sprawdzało bogatą roślinność? Obserwowano pasące się zwierzęta, na zmianę z metodą prób i błędów. Czy mieliśmy coś do stracenia? Tylko zdrowie.
We dnie miasta tętnią nieoczekiwanym życiem. Babki wróżą sobie z kart kredytowych, szczyle kradną co popadnie i w rączki wpadnie, wariaci biegają i zagadują przechodni, wieszcząc sine trupy i gołe dupy. Dzień jak co dzień. Życie po życiu, kwitnie w swój własny spaczony sposób. Witaj w domu, zagubiona duszo.
☣-☣-☣



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz